Liga Światowa - z USA
Sobota. Co to był za mecz! Po spotkaniu-horrorze wygraliśmy z USA 3:2. Ten mecz chyba na długo zapadnie mi w pamięci. Pod warunkiem, że w Polskiej reprezentacji zacznie się zmieniać na lepsze. Emocje, jakkolwiek fajna sprawa, ale panowie reprezentanci pamiętajcie, że nie zawsze będzie sprzyjać nam takie szczęście jak wczoraj.O pierwszych dwóch setach nie ma co wspominać. Dostaliśmy równo po gaciach, ale IMHO tylko i wyłącznie przez fatalny odbiór zagrywki. O dziwo, Amerykanie z małymi wyjątkami nie nawalali jakiś petard, a serwowali lekko! Tyle, że my zamiast na palce, odbieraliśmy zagrywkę sposobem dolnym, co było bardzo niedokłade i niestety też bardzo wolne. Rozegranie tak długo trwało, że Amerykanie zdążali ustawić się w bloku, dostaliśmy kilka czap i odechciało się chłopakom grać. Ponadto warto zauważyć, ze Polacy przez te całe dwa sety mieli, uwaga 1 (słownie jeden) blok! No, ale potem to było już tylko lepiej. Jak w najlepszym amerykańskim thrillerze, który skończył się happy endem.
Tak się zastanawiam na koniec, już zupełnie na chłodno, że w sumie dobrze, że był taki mecz i że go wygraliśmy. Może to będzie pewien przełom w Polskiej reprezentacji siatkarskiej?! Może chłopaki uwierzą, że są naprawdę nieźli, że są w stanie wygrać z każdym i nie będą się męczyć z Japończykami w 5 setach, a będą ich rozwalać szybko i gładko w trzech. Oby, bo Mistrzostwa Świata w Japonii już niedługo i najwyższy czas uwierzyć w swoje możliwości. W końcu nie na darmo mówi się, że "z wiarą przenosimy góry, a bez wiary potykamy się o źdźbło trawy". :-)
Niedziela (mecz 2). No i proszę! Wystarczy uwierzyć w swoje możliwości i można wygrać 3:0 nawet z Amerykanami. I to jeszcze w ładnym stylu. Brawo panowie!

1 Comments:
At 16:04,
Anonimowy said…
test
Prześlij komentarz
<< Home