Opóźniony 10 minut...
Pociąg z Krakowa do Gdyni spóźnił się w Warszawie 10 minut. Nic nowego i szczególnego. Jednak gościu, który wsiadł w ostatniej chwili, przez pół drogi dzwonił do swoich znajomych i każdemu z osobna opowiadał, jak to bardzo kocha Polską kolej. Głównie za to, iż to tylko w Polsce jest możliwe, że spóźnił się pociąg 5 minut, a jeszcze zdążył kupić bilet i odjechać. I dostał miejsce przy oknie! Czy można nazwać go szczęściarzem?! Po tym co czytał, przypomniałem sobie raczej, że podobno Bóg troszczy się o durniów, błaznów i Murzynów. Jako, że był zdecydowanie białej i pryszczatej rasy, to wychodzi mi na to, że to zwykły głupek z odrobiną fuksa.
Gdyby jednak głębiej na to spojrzeć, to są ludzie tacy jak np. bohater tego wątku, którzy prześligną się przez życie w większości tylko dlatego, że sprzyja im szczęście. I będą łazić, pusząc się, że to tylko ich zasługa. A ci, którzy wkładają w coś wiele pracy i serca, często nie osiągają zamierzonych celów. Mi na przykład, gdyby chociaż trochę się poszczęściło, chociaż w jednym elemencie z wielu zmiennych, to w życiu nie musiałbym wyjeżdżać z pięknego Gdańska. Niestety mój pociąg do Warszawy przyjechał punktualnie, a ja miałem już bilety...
Gdyby jednak głębiej na to spojrzeć, to są ludzie tacy jak np. bohater tego wątku, którzy prześligną się przez życie w większości tylko dlatego, że sprzyja im szczęście. I będą łazić, pusząc się, że to tylko ich zasługa. A ci, którzy wkładają w coś wiele pracy i serca, często nie osiągają zamierzonych celów. Mi na przykład, gdyby chociaż trochę się poszczęściło, chociaż w jednym elemencie z wielu zmiennych, to w życiu nie musiałbym wyjeżdżać z pięknego Gdańska. Niestety mój pociąg do Warszawy przyjechał punktualnie, a ja miałem już bilety...

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home